Z wizytą u nowojorskich masonów

Pomnik Jerzego Waszyngtona w nowojorskiej loży masońskiej.
Pomnik Jerzego Waszyngtona w nowojorskiej loży masońskiej. Archiwum własne.
Amerykańscy masoni zapisali się w istotny sposób w historii swojego kraju, a dzisiaj prężnie działają biznesowo i społecznie. Natomiast piękna kamienica w samym sercu Manhattanu to nie tylko miejsce spotkań nowojorskich masonów – ale też ich sposób na zarabianie.

Parę miesięcy temu zdawałam relację z mojej wizyty w okazałym budynku loży masońskiej w Londynie. Pisałam wtedy, że o ile w Polsce o masonach często mówi się w negatywnym kontekście, to w Wielkiej Brytanii są oni po prostu instytucją, która realizuje pewne społeczne cele i działa jawnie, w oderwaniu od wszelkich kontrowersji. Zresztą, jeśli chcecie sobie odświeżyć temat londyńskiej loży lub przypomnieć masońską symbolikę, to zaglądnijcie tutaj.

Podobnie jest w Stanach Zjednoczonych. W kraju tym działają niemal 2 miliony wolnomularzy – i bynajmniej nie robią tego w ukryciu. Wręcz przeciwnie, nierzadko noszą biżuterię z masońską symboliką lub umieszczają na swoich samochodach naklejki z cyrklem i węgielnicą (czyli masońskimi insygniami). Podobnie jak w Wielkiej Brytanii, amerykańscy masoni udzielają się społecznie – prowadzą szpitale, zbierają fundusze na m.in. edukację młodzieży, pomoc wojskowym, sierotom i wdowom, a także popularyzują krwiodawstwo oraz przeszczepy organów. Lista ich aktywności jest długa.

Trudno się temu dziwić, bowiem amerykańska masoneria ma bogatą historię. W końcu sam pierwszy prezydent USA, George Washington, był masonem, podobnie zresztą jak wielu jego następców (m.in. Teodor Roosevelt, Franklin D. Roosevelt, Harry Truman, Ronald Reagan, Bill Clinton). Wolnomularzami są często politycy, burmistrzowie miast, ogólnie osoby piastujące ważne stanowiska polityczno-społeczne w USA.

Siedziba nowojorskiej Wielkiej Loży Masońskiej znajduje się w samym sercu Manhattanu, na rogu 6. Alei i 23-ej ulicy. To ładna kamienica, aczkolwiek niewyróżniająca się niczym specjalnym – oprócz dużej, niebieskiej flagi z cyrklem i węgielnicą, zawieszonej przy wejściu do budynku tuż obok równie dużej flagi amerykańskiej.

O otwartości amerykańskich masonów na świat zewnętrzny świadczy chociażby to, że do budynku Wielkiej Loży na Manhattanie może wejść z ulicy każdy. W holu czeka na nas recepcjonista, którego można po prostu spytać o możliwość zobaczenia wnętrza budynku. Okazuje się, że wycieczka po loży jest możliwa - codziennie od poniedziałku do soboty, w godzinach 10.30-14.15, do dyspozycji gości jest przewodnik, który oprowadza po zakamarkach budynku. Ja zaglądnęłam tam tuż przed południem, a więc idealnie wstrzeliłam się w moment.

Wielka Loża Nowego Jorku funkcjonuje w obecnej lokalizacji od 1908 roku – informuje o tym pamiątkowa tablica. Już korytarze budynku robią wrażenie – czuć tutaj oddech historii i dopracowanie budynku w każdym szczególe. Symbole masońskie widać na ścianach, schodach, podłogach, sufitach… Otaczają nas zewsząd (zdjęcia publikuję TUTAJ).

Korytarze budynku ozdobione są także portretami słynnych masonów, którzy uczestniczyli w pracach nowojorskiej loży. Wśród nich znajdowali się dwaj prezydenci USA – Teodor Roosevelt i Franklin Delano Roosevelt. A skoro już jest mowa o prezydentach USA, to na szczególną uwagę zasługuje złoty posąg George’a Washingtona – chyba najsłynniejszego masona w historii Stanów Zjednoczonych. Pomnik stoi w klimatycznej biblioteczce wolnomularzy.

Jednak największe wrażenie robią pomieszczenia, w których regularnie odbywają się prace wolnomularzy. Są one bogato zdobione, dopracowane w każdym szczególe. Każda sala ma swój unikatowy charakter.


Na koniec nasz przewodnik zaprowadził nas do najbardziej imponującego pomieszczenia w całym budynku – wielkiej sali, w której odbywają się zebrania przedstawicieli lóż z całego miasta, stanu czy nawet całego kraju. Ważne głosowania odbywają się tutaj elektronicznie, a ich wynik wyświetlany jest na ekranach. Masoni idą więc z duchem czasu – aczkolwiek jednocześnie nie zapominają o poprzednikach: portrety zasłużonych wolnomularzy zawieszone są na ścianach tej wielkiej sali.



Kamienica, w której urzędują nowojorscy masoni, jest ogromna – podczas wycieczki dowiedziałam się, że wolnomularze nie wykorzystują jej w całości. Jednak żadne pomieszczenie nie stoi tu bezużytecznie – Wielka Loża niektóre lokale wynajmuje innym podmiotom, tym samym częściowo zrzucając z siebie ciężar utrzymania budynku w centrum Manhattanu. Popyt na lokale w tej części miasta jest ogromny – więc na brak chętnych nowojorscy masoni nie narzekają. Tajemnice tajemnicami – ale biznes musi się kręcić.

Jeśli będziecie chcieli spędzić w ciekawy sposób któreś przedpołudnie na Manhattanie, to polecam Wam wizytę u nowojorskich masonów. Nic nie kosztuje, a jest interesującą alternatywą dla turystycznych standardów. Dodatkowo, pozwala lepiej zrozumieć historię Nowego Jorku – w końcu masonem był także słynny burmistrz tego miasta, Fiorello LaGuardia, a także były gubernator stanu Nowy Jork i amerykański senator, Herbert H. Lehman. (Po obszerniejszą fotorelację z poszczególnych pomieszczeń zapraszam TUTAJ.)
Trwa ładowanie komentarzy...